Chanelowski łańcuch

Jeśli wierzyć w teorię podziału dusz po śmierci i reinkarnację, to moja dusza ma w sobie kawałek duszy Coco. Co prawda nigdy szyć nie umiałam ale maszynę mam w domu od zawsze , kurs szycia na który poszłam przeraził mnie matematycznymi kalkulacjami poprzedzającymi wykonanie konstukcji… Coco też nie znosiła liczyć, mimo późniejszej ogromnej fortuny nigdy nie wiedziała ile ma na koncie, i jak wygląda jej sytuacja finansowa. Wiedziała , że chce być niezależna i chce tworzyć. Była bałaganiarą, (uff,) chaotyczna, głodna życia i silnych emocji…nie ulegała modom zawsze wierna swojemu stylowi. Wierzyła, że może posiąść wszystko i wszystkich o kim marzy

Zazdroszczę jej epoki w której żyła gdzie wydarzeniem była premiera Balet Russe, piła kawę ze Strawińskim (gdyby tylko kawę..), uwodziła Dalego i Picasso i całą rzeszę innych mężczyzn jak i ich żony.. jedno o czym marzyła jej się nie udało : macierzyństwo. Nigdy nie doczekała się dziecka. Na szczęście tu się różnimy. Moj mały mężczyzna jest najpiękniejszym  moim dziełem.

Nie wiem kiedy zaraziłam się Francja ale było to jeszcze kiedy byłam dzieckiem. Czytając tysiące książek by uciec od smutnego dzieciństwa i stworzyć sobie wyimaginowany świat do którego uciekałam jak w najbezpieczniejszy kokon, wszędzie natykałam  na wstawione zapożyczenia z języka francuskiego, które skrupulatnie notowałam. Potem już wiedziałam , że muszę mówić po francusku. I to jedna z niewielu rzeczy , które zrobiłam naprawdę nieźle;-).

Już jako studentka wylądowałam u cudownej rodziny we Francji, z tradycjami, szlacheckimi tytułami i prostotą skrojoną niczym chanelowski kostium. Chłonęłam elegancję Francuzek, te czerwone usta, włosy w naturalnym kolorze idealnie ścięte, elegancję stroju podkreśloną o dziwo płaskimi balerínami bo elegancja musi być wygodna.

Złote bransoletki inspirowane mocno chanelowskim łańcuchem, do których słabość mam do dziś.. ulica pachnąca perfumami, bagietka i kawa pita „sur la terasse“. Francja sprzed 15 lat ..której wspomnienie noszę w sobie jak najcenniejszy klejnot. Ja, wychowana z maleńkim , brzydkim mieście, nigdy nie widząca pięknej rzeczy (nie licząc natury) nagle zostałam zatopiona w stolicy, w której  siły piękna i estecyzmu  wypierały siłę grawitacji. I utonęłam w tym po uszy..